Zamilska – Untune recenzja

Zamilska – Untune recenzja

W ostatnim czasie zauważyłem dwa powracające gatunki muzyczne, niemalże przeżywające swój renesans: shoegaze i techno. W pierwszym przypadku nie możemy mówić o pełnym zaszczepieniu wśród publiki, o jego kondycji – jak na razie – świadczą powracające zespoły, klasyczne dla gatunku. Natomiast techno coraz szybciej atakuje i robi to gdzie się da, można by powiedzieć, że jest już współczesną modą klubową. Tak naprawdę ciągle gdzieś było obecne, ale do jego ponownego spopularyzowania doszło stosunkowo niedawno.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem Quarrell i zobaczyłem do niego teledysk, pomyślałem „Oż ty w życiu, wiem co będę pokazywał znajomym na domówkach.” Teledysk ostry w swojej formie, nawiązujący do swagerskiej kultury, przez co tak bardzo niepolski, że jedynie nazwa artystki wskazuje na jej pochodzenie. Ciężkie techno, które pozostaje jednak bardzo młodzieżowe.

Wobec nadchodzącej płyty postawiłem dwie tezy: albo będzie to płyta taka jak Quarrell i od razu wejdzie w gusta osób, które techna nie słuchały, albo będzie to trudna i ciężka płyta wskazana tylko dla miłośników. Dziś już wiem, że w obu tezach miałem tyle racji co mylności. Biorąc pod uwagę, iż jest to debiut, a także otoczkę, jaka narosła wokół artystki (nadzieja polskiej elektroniki), na Untune zawarta jest bardzo śmiała i odważna muzyka, którą koneserzy techna przyswoją od razu. Jednakowoż znajdziemy tu utwory nadające się idealnie na scenerię zwykłej klubowej imprezy jak i takie, które można śmiało puścić na domówce bez obawy że ktoś krzyknie ”ej włącz coś normalnego”. Pamiętam jak kiedyś byłem w fabryce szkła gdzie widziałem ogromne maszyny, dobitne w swej perfekcyjnej pracy, a kontrolowane przez człowieka, tak na Untune wszystko mechanicznie pracuje, nie ma zbędnych dźwięków i sampli. Album jest jednolity i spójny, na szczęście nie monotonny, a zróżnicowany. Klimat jest bardzo postapokaliptyczny, rodem z gier serii Fallout, idealnie wpisujący się we współczesną estetykę techna i dorównujący takim wykonawcom jak np. Karenn. Słuchając Quarrell częściej, wyobrażałem sobie występ Zamilskiej w jakimś ponurym, podziemnym, zadymionym klubie rodem z Matrixa, o drugiej nad ranem. Byłem na jej koncercie już dwa razy i moje oczekiwania były spełnione, jej live acty są bezlitosne, wbijające się w mózg, lecz nie przeszkadza to w naprawdę dobrej zabawie.

Untune nie jest rewolucją techna ale takową zapewne nie miała ta płyta być, jest dobrą solidną produkcją aż dziwne, że tak często jej słucham dla przyjemności. Śmiało mogę powiedzieć, że od czasu pojawienia się polskich zespołów jak Kamp!, Vladrina czy Catz’n’dogs, nie mieliśmy tak dobrego produktu, charakterystycznego w swojej istocie, którym moglibyśmy się poszczycić za granicą. Więc jeśli ktoś chce wam wmówić, że polska muzyka jest słaba, od razu włączcie „Untune” Zamilskiej. A ja czekam aż w przyszłym roku będzie nas reprezentować na Eurowizji.

Pozdro techno!

OCENA: 7/10

Przeczytajcie także wywiad z Zamilską dla future-bass.pl