Relacja z 20. edycji Śląski Rap Festival

Relacja z 20. edycji Śląski Rap Festival

20 lat minęło jak jeden dzień. Ten wers Magika błądzi w umyśle gdy pomyśli się o tegorocznym Śląskim Rap Festiwalu. Z okazji tego wspaniałego jubileuszu katowicki Spodek rozbujały występy największych gwiazd Śląskiej sceny. Ponownie zabrzmiały kolaboracje, których od lat nie było nam dane zobaczyć.

Dla mnie osobiście był to wyjątkowy festiwal, gdyż zostałam na tej muzyce wychowana i był to magiczny flashback do lat młodości. Sceną zawładnęli faceci w wieku mojego ojca co może wydawać się dziwne, że tak mnie to porusza.

Śląsk Rap Fest

Moim bezwzględnym numerem jeden tego wieczoru jest Kaliber 44. Ich muzyka od zawsze gościła w moim sercu nie tylko dlatego, że jesteśmy z jednego podwórka. Tegoroczny powrót Daba i Joki jest jednym z największych zaskoczeń tego roku, ale bardziej w pozytywnym sensie. To oni byli głównymi gwiazdami wieczoru bo powstanie Śląskiego rapu zawdzięcza się właśnie ich płycie ‚Księga Tajemnicza’. Po tylu latach nadal zaskakują swoim flow i oryginalnością tego co produkują. Abradab podczas festiwalu wykonał także swoje solowe kawałki nagrane razem z Gutkiem. Dla niektórych są to pewnie od lat zapomniane piosenki, ale dla wielu zebranych w Spodku były to wciąż aktualne utwory, których codziennie słuchają na słuchawkach.

Do szaleństwa tłumy doprowadził Grubson. Podczas jego występu na płycie rozkręciło się niezłe pogo, a ludzie dosłownie latali w powietrzu. Nie powinno to jednak nikogo dziwić, gdyż na jego koncertach jest to normalne. Aczkolwiek zgromadzone towarzystwo nie wyglądało na skłonne do pląsów w rytmie reggae, a jednak każdy bujał się do nawijki Grubsona bez względu na wiek czy preferencje muzyczne.

Pokahontaz pokazali, że ich czas nie skończył się wraz z końcem PFK. Nowe brzmienie wyszło im zdecydowanie na plus. Typowe teksty dla Paktofoniki w połączeniu z modernistycznymi bitami tworzy ten niezwykły projekt, który z dnia na dzień zrzesza coraz więcej fanów. Rah i Fokus po latach solowych występów nadal dobrze się rozumieją w muzyce i tworzą coś wyjątkowego i naprawdę dobrego.

Bas Tajpan podobnie jak Grubson rozbujał publikę i pokazał, że rap nie koniecznie musi być połączeniem nawijki i tradycyjnym bitem. Oczywiście obaj od lat robią swoje i odnoszą w tym sukcesy. Jednak na tle tego co zaprezentowały inne legendy tego dnia zdecydowanie się to wyróżniało i momentami zaskakiwało. Bas Tajpan pod koniec wydarzenia wrócił na scenę wraz z Gano i Jajonaszem z ich historycznym wręcz numerem ‚Nie jestem kurwa biznesmenem’, który skłonił do refleksji.

Donguralesko z pompą rozpoczął główne show. Podczas ‚Wychylylybymy’ każdy się ożywił i pomimo lat nie zapomniał tekstu śpiewał razem z Góralem.

Podczas tej wyjątkowej imprezy nie mogło także zabraknąć Tedego, który sprawił, że Spodek rozbłysnął setkami flashy z telefonów. Królowi imprezy udało się wynegocjować z organizatorami dodatkowy kawałek. Ludzie skakali, śpiewali dobrze się bawili i jak zwykle zostali oblani szampanem. Tede zrobił melanż jak to ma w zwyczaju i raczej nikt nie żałuje, że był wtedy wśród tłumu.

Ten Typ Mes pozwolił na chwilę wytchnienia po dzikich pląsach co było bardzo dobrym rozwiązaniem. Chwila oddechu była każdemu potrzebna zwłaszcza, że w głowie krążyły nazwiska tych, którzy już za chwilę wyjdą na scenę.

O.S.T.R. poruszył ludzi. Wywołał on tak różne emocje wśród wszystkich zgromadzonych, że jest to wręcz nie do ogarnięcia.

20161217_233154_richtonehdr

slask_rap_festival

Na sam koniec pojawił się Miuosh, który tak naprawdę niczym nowym nie zaskoczył. Symfoniczne aranże stały się już codziennością na jego koncertach, ale nadal jest w tym magia. Pomimo iż byłam na tylu jego koncertach, że nie jestem w stanie zliczyć to za każdym razem jestem równie oczarowana. Niepodważalny talent muzyczny idą w parze z poruszającymi tekstami co daje niezwykłe połączenie. Jego fenomen nie jest niczym zaskakującym, gdyż zaskoczona bym była gdyby nadal tkwił on w czasach, gdy mijając go na ulicy ludzie nie mieli pojęcia kim jest ten człowiek.

Na koniec zabrzmiały hymny Śląskiego rapu. Osobiście uważam, że była to najlepsza część wieczoru. To wtedy zabrzmiały najsłynniejsze piosenki najsławniejszych postaci Śląskiej sceny hip hopowej.

Na bisie zabrzmiał ‚Plus i Minus’ Kalibra w wykonaniu syna legendarnego Magika – Fejza. Myślę, ze nie tylko ja byłam zaskoczona. Dodatkowo Filip tym występem pokazał, że ma on talent i zamknął mordy wszystkim hejterom (choć jego wcześniejszy występ niestety nie sprawił, że ludzie odczuwali to co po tym bisie).

20161217_231413